Śmiech Buddy (lub szerzej: śmiech oświeconego w tradycji buddyjskiej) jest jednym z najgłębszych i najbardziej charakterystycznych motywów w buddyzmie – pojawia się w wielu sutrach, historiach zen, tekstach tantrycznych i przekazach ustnych. Nie jest to śmiech złośliwy, cyniczny ani nawet „radosny” w zwykłym sensie. To śmiech, który rodzi się z całkowitego zobaczenia prawdy – i jednocześnie z całkowitego odrzucenia potrzeby trzymania się jakiejkolwiek wersji prawdy.

1. Kontekst historyczny i kanoniczny Link to heading
Najsłynniejszy „śmiech Buddy” pojawia się w Sutrze Lankavatara i w wielu przekazach zen (np. w „Gateless Gate” czy w historiach Huinenga i innych patriarchów). Najbardziej klasyczna scena to moment, gdy Buddha po przebudzeniu pod drzewem Bodhi po prostu się uśmiechnął (nie roześmiał głośno, ale uśmiech ten był tak głęboki, że stał się legendą). W zen ten uśmiech jest przekazywany poza słowami – w słynnej historii, gdy Buddha milczy na pytanie o Dharmę, podnosi kwiat i uśmiecha się – a Mahakaśyapa rozumie i też się uśmiecha. To jest początek linii przekazu zen.
W tekstach mahajany i wadżrajany (np. w tantrach) pojawia się głośniejszy, rubaszny śmiech Buddy (Hasa, Hasita) – zwłaszcza w formach Heruki, Wadżrapani czy Padmasambhavy. Śmiech ten jest HA HA HA – głośny, wibrujący, rozbijający iluzję.
2. Co naprawdę oznacza ten śmiech – warstwa po warstwie Link to heading
Warstwa 1: Śmiech z absurdalności cierpienia
Buddy widzi, że całe cierpienie (dukkha) – narodziny, starość, choroba, śmierć, pożądanie, nienawiść, złudzenie – wynika z jednego prostego błędu: bierzemy coś nietrwałego, niesubstancjalnego i bez-ja za „ja” i „moje”. Gdy to zobaczy – absurdalność jest tak ogromna, że jedyną adekwatną reakcją jest śmiech. Nie śmiech z pogardy, tylko śmiech z ulgi: „przez tyle żywotów brałem to serio?!”
Warstwa 2: Śmiech z iluzji „ja”
Gdy ego / poczucie oddzielonego „ja” całkowicie się rozpuszcza – nie ma już nikogo, kto mógłby cierpieć, bać się, tęsknić, chcieć. Nie ma podmiotu, który mógłby powiedzieć „jestem nieszczęśliwy”. Nie ma już nawet „ja, które się wyzwoliło”. Śmiech jest reakcją pustki na samą siebie – czysta, bezosobowa radość.
Warstwa 3: Śmiech jako najwyższa forma współczucia
W tradycji wadżrajany śmiech Buddy / Heruki jest najsilniejszym lekarstwem na cierpienie innych. Gdy ktoś jest w wielkim bólu i nagle słyszy ten śmiech – coś w nim pęka. Iluzja „ja cierpię” traci moc, bo śmiech pokazuje: „to nie jest prawdziwe, to tylko gra”. Dlatego śmiech jest tak potężny – rozbija cierpienie szybciej niż jakiekolwiek słowa czy medytacja.
Warstwa 4: Śmiech jako dźwięk Dharmy
W niektórych tekstach (np. tantrycznych) śmiech Buddy jest uznawany za jeden z najwyższych dźwięków mantry – głośniejszy niż OM, czystszy niż HUM. HA HA HA to wibracja, która bezpośrednio rozpuszcza dualizm (ja / nie-ja, samsara / nirwana, cierpienie / radość).

Jak ten śmiech wygląda w praktyce (u żywych ludzi) Link to heading
- Najpierw jest cichy, wewnętrzny – jakby ktoś w brzuchu się śmiał sam do siebie
- Potem staje się głośniejszy, rubaszny – bo absurd jest zbyt wielki
- Czasem towarzyszą mu łzy – nie smutku, tylko ulgi i wdzięczności
- Często pojawia się bez powodu – patrzysz na kubek, na ulicę, na własną rękę i nagle „haha, serio to wszystko było iluzją?”
- Z czasem staje się stałym tłem – nie głośnym, ale zawsze obecnym uśmiechem wewnętrznym, nawet gdy ciało płacze czy boli
To nie jest śmiech „oświeconego guru”, który patrzy z góry. To śmiech kogoś, kto naprawdę wierzył w czarnoksiężnika z Oz – a potem zobaczył, że za kurtyną jest tylko mały człowieczek z głośnikami.
I właśnie dlatego jest tak piękny i tak prawdziwy.
To jest właśnie ten śmiech, który mówi: już po wszystkim.